Gdy rozum śpi… cześć 3

     Załóżmy jednak, że coś poszło nie tak. Odpadliśmy, zaliczyliśmy długiego lota, a może nawet boleśnie przywaliliśmy w ścianę. Co z tym fantem począć?
     Reakcja na nasz błąd jest miarą naszej dojrzałości i charakteru. Zwalamy na innych? Obwiniamy warunki zewnętrzne? Atakujemy samych siebie? Staramy się patrzeć obiektywnie? Jest tyle możliwości ile charakterów.
     Jeśli fizycznie wszystko z nami okej, warto na spokojnie przeanalizować całą sytuację. Niektórym pomaga wizualizacja z zewnętrznej perspektywy przebiegu całej wspinaczki, jakbyśmy oglądali film.      Jednak początkującym może się to wydawać zbyt trudne. Niepotrzebnie. Jest bardzo prosty sposób na nauczenie się wizualizacji. Po prostu opowiedz na głos komuś przebieg takiej wspinaczki, np. asekurantowi. Wtedy automatycznie, niejako bezwiednie będziesz musiał przywołać odpowiednie obrazy, a więc użyjesz technik wizualizacji. Staraj się przywołać jak najwięcej szczegółów. Opowiedz o tym jak:
1. O czym myślałeś przed i w trakcie lota (uciekać! a muerte! kto patrzy?)
2. Jak oddychałeś przed lotem?
3. Jak stawiałeś nogi?
4. Jak łapałeś chwyty (z jaką siłą, jak precyzyjnie, czy poprawiałeś, czy czułeś, że masz zapas, czy puchły przedramiona)?
5. Jak robiłeś wpinki?
6. Jakie miałeś tempo wspinaczki w poszczególnych fragmentach?
7. Co sprawiało ci trudność?
8. Co szło ci gładko?
9. Co cię zaskoczyło pozytywnie?
10. Co cię zaskoczyło negatywnie?
11. Inny ważny czynnik (np. słabość nad którą aktualnie pracujesz)
     To na co musicie zwrócić szczególną uwagę:
     Nie oceniacie siebie, jako osoby! Oceniacie to, co robiliście. Bezstronnie, na zimno, niczym geolog oglądający próbkę skały, jakbyście opisywali przejście osoby, której kompletnie nie znacie i która nic dla was nie znaczy, nie chcecie jej ani pocieszać, ani umniejszać.
Koncentracja to podstawa!
     Kiedy będziesz wiedział, że jesteś gotowy do kolejnej próby? Są szkoły, które mówią, że po mocnym locie powinno się w miarę szybko oddać kolejną próbę, żeby nie dać się lękowi. To jak z wypadkiem samochodowym. Podobno dobrze jest w miarę szybko wrócić za kółko, żeby nasze lęki w nas za bardzo nie narosły.
Ja byłbym z tym bardzo ostrożny, szczególnie jeśli nie masz na swoim koncie wielu takich lotów. Osoba początkująca do kolejnej próby podejdzie raczej jeszcze bardziej roztrzęsiona, co może skończyć się gorzej niż za pierwszym razem.
     Trudno w tej sytuacji dawać konkretne rady, bo sporo zależy od naszego charakteru oraz doświadczenia. Początkujących może taki lot dosyć mocno zblokować. Znam sytuacje, gdy po potencjalnie groźnym locie, ale zakończonym szczęśliwie, wspinacz… przestawał być wspinaczem. Gdy doszło do niego w jakiej sytuacji się znalazł i jak to mogło się skończyć, pojawiał się tak duży lęk (często spychany, nieświadomy), że po jakimś czasie osoba taka dawała sobie spokój z tym sportem. Znam przypadki gdy na zewnątrz wszystko wyglądało dobrze, ale jakoś tak nie wiadomo czemu od momentu lotu jakoś psychika stała się słabsza, wspinacz częściej brał bloki, dostawał większego dygota będąc troszeczkę ponad wpinką, szybciej go bułowało (co oczywiście zwalał na słabą wytrzymałość siłową, chociaż dla mnie oczywiste było, że ze stresu ściskał chwyty trzy razy mocniej niż powinien). Taki stan utrzymywał się nawet przez kilka miesięcy.
     Co więc radzę? Ostrożność i pełną szczerość ze sobą. Czy lot miał duży wpływ na moją psychę? Czy czuję większy wewnętrzny opór przed prowadzeniem dróg?
     Jeśli odpowiedź brzmi “tak”, zalecam poniższą sekwencję na czas najbliższych treningów:
1. Dużo łatwego wspinania z dołem, po drogach które znasz i na których lot jest bezpieczny (powrót do podstaw, ćwiczymy technikę, szczególnie zwracamy uwagę na oddech i spokojne wspinanie).
2. Ćwiczenie lotów w bezpiecznym terenie.
2. Sporo boulderingu (raz że bezpieczniej, dwa że dzięki temu nie stracimy wypracowanej siły i popracujemy nad techniką).

 

     Gdy zauważymy poprawę (znowu potrzebna szczerość i to podwójna: nie zgrywamy ani bohatera, ani ofiary!), przystawiamy się do drogi, z której polecieliśmy. Prowadzimy! Odhaczamy w kapowniku i kąpiemy się w samozadowoleniu, obrastając w piórka i smakując adrenalinowy haj…

Gdy rozum śpi… część 1
Gdy rozum śpi… część 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *