Recenzja książki: Espresso lessons, A. Ilgner

Jakiś czas temu wydawnictwo Sudetica Verticalia wydało Skalnych wojowników. Trening mentalny dla wspinaczy autorstwa Arno Ilgnera, czyli książkę dotyczącą treningu mentalnego. Pozycja to zacna, aczkolwiek autor porusza się na dosyć ogólnym poziomie, raczej przedstawiając w niej swoje rozumienie treningu mentalnego, niż prezentując jakieś konkretne techniki pracy z psychiką. Oczywiście czytelnik dociekliwy znajdzie sposób, aby zastosować prezentowane tam treści w praktyce, ale że czasy są jakie są i ludzie zacznają tracić dociekliwość podczas czytania, autor postanowił napisać coś, co można by spokojnie nazwać brakującymi rozdziałami Skalnych wojowników. Tak powstało Espresso lessons, czyli droga skalnego wojownika w praktyce.

Espresso lessons

          Tytuł książki idealnie oddaje jej zawartość. Mamy esencję metody Ilgnera podaną w pięciu głównych rozdziałach (Świadomość, Przygotowanie, Przejście, Loty, Działanie) oraz zamykający, ale długi i bardzo ważny apendyks, w którym znajdują się ćwiczenia praktyczne, a więc esencja esencji. Całość ilustrowana jest ładnymi zdjęciami oraz zabawnymi komiksami, pozwalającymi zapamiętać wykładane przez autora techniki.
         O czym jest książka? Oczywiście o świadomości, bo cała metoda Ilgnera sprowadza się do czegoś, co buddyści nazywają urzeczywistnieniem. Nie znajdziemy tam sztuczek umysłowych, zamiast nich chcemy zobaczyć swoją wspinaczkową sytuację taką, jaka ona jest, obedrzeć ją z nierealnych wyobrażeń nt własnych umiejętności (lub ich braku) oraz zagrożeń. Mamy więc jak najobiektywniej oszacować sytuację, potencjalne konsekwencje, własne umiejętności, po czym podjąć decyzję i zaangażować się we wspinaczkę całym sobą. Arno podkreśla, że rozwój może mieć miejsce tylko poza sferą komfortu, ale też nie możemy z niej wyjść za daleko, bo wtedy sparaliżują nas mechanizmy obronne. Sztuką jest balansowanie na granicy oraz zrelaksowanie się i uczenie nowych rzeczy pomimo odczuwanego stresu.
Autor sugeruje mocne oddzielenie fazy przygotowawczej od samego wspinania. Jeśli się wspinasz, to się wspinaj, jeśli restujesz, restuj, jesli myślisz, myśl, nigdy jednak nie mieszaj wspinania z myśleniem i planowaniem. Te ostatnie rób albo na ziemi, albo w miejscach restowych. Ilgner posuwa się nawet do stwierdzenia, że to JAK ćwiczysz, jest o wiele ważniejszego od tego CO ćwiczysz.
       W Lekcjach, tak samo jak w Skalnych wojownikach, mamy ostrzeżenie przed myśleniem nastawionym na cel, zamiast na proces – to pierwsze nie pozwala się uczyć, bo powoduje niepotrzebne napięcie i chęć jak najszybszej ucieczki od stresu. Jednak tym razem Arno wydaje się nieco łagodzić swój pogląd:

 “List end goals you desire and then identify process goals that will help you accomplish those end goals.” (Zrób listę pożądanych celów a następnie przypisz do nich procesy, które pomogą ci je osiągnąć.)

       Podoba mi się podział wspinaczy na analitycznych i intuicyjnych. Analityczni są lepsi w przejściach RP, intuicyjni są zazwyczaj lepszymi OeSowcami. Oczywiście jedni od drugich mogą się wiele nauczyć, ale również są oni zagrożeni we wspinaniu w inny sposób. Intuicyjni są większymi ryzykantami, analityczni częściej proszą o blok.
       Żadna książka o treningu mentalnym nie może się obejść bez rozdziału dotyczącego lęku przez odpadnięciem. Espresso lessons również taki posiada, dodatkowo wzbogacony o niezły instruktaż asekuracji z dołem. Autor uważa, że lęk przed odpadnięciem można tak naprawdę podzielić na dwa inne:
  1. Lęk przed utratą kontroli
  2. Lęk przed obrażeniami/kontuzją

Każdy z nich wymaga innego podejścia i wiąże się z różnymi konsekwencjami.

    Czytając książkę można odnieść wrażenie, że jest ona skierowana głównie do wspinaczy tradowych, ewentualnie OeSowych. Na szczęście dosyć szybko autor zaczyna sypać przykładami zastosowania jego metod w klasycznym, oblężniczym stylu RP na drogach ubezpieczonych. Książka zresztą jest pełna przykładów z życia wziętych. Coś, co trochę irytowało mnie w książce Horsta, Ilgner wykorzystał w lepszy sposób. Jego przykłady nie tylko są ilustracjami konkretnych technik, ale przede wszystkim są wypowiedziami samych wspinaczy i to z górnej półki. Znajdziemy tam słowa Dave’a MacLeoda, czy Steph Davis.
Nie samymi książkami Arno żyje.
      Espresso lessons pełna jest akronimów (END, DOA, TAP, MAP, POLR, BERP…). W pewnym momencie zaczyna to trochę śmieszyć, ale dosyć szybko uświadamia, jak bardo autor chciał uszczegółowić swoje techniki, stworzyć łatwe do zapamiętania nazwy, jak bardzo zależy mu na czytelnej strukturze. To ostatnie jest chyba największą zaletą tej książki – wprowadza strukturę w proces nauki, mamy stopniowanie trudności, dzięki czemu łatwo można wpleść lekcje w nasz plan treningowy. Nie jesteśmy zarzuceni dziesiątkami metod, z którymi nie wiadomo co zrobić.
     Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do zbyt dosłownego podejścia do oddychania ciągłego. Ilgner chyba nigdy nie bulderował, nie wie jak bardzo pomocny jest chociażby Manewr Valsalvy, usztywniający korpus i zwiększający chwilowo siłę oraz moc. Jednak jako rada ogólna, nacisk autora na proces ciągłego oddychania jest bardzo cenny, wspinacze często niepotrzebnie spłycają oddech.
       Dla kogo jest ta książka? Dla tych, którzy czują, że czegoś brakowało Skalnym wojownikom, ale także tych, którzy pierwszą książkę Arno Ilgnera polubili od pierwszego słowa. Dopiero obie książki razem są kompletną biblią mentalnego treningu, czy też może raczej mentalnego treningu dhammapadą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *