Bouldering

      Bouldering (lub “buldering”. Od angielskiego słowa boulder czyli “kamień, głaz”) to wspinaczka bez asekuracji linowej uprawiana na niskich formacjach skalnych. Dla niektórych to jedna z najczystszych form wspinaczki: brak kilogramów “szpeju” pozwala skupić się na wspinaczkowej esencji, czyli na  ruchu.
Każdy problem bulderowy wymaga przejścia pewnego kawałka skały z jasno określonym startem i zakończeniem. Można użyć wszystkich chwytów i stopni po drodze, no chyba że ktoś jasno określił, co można, a czego nie można używać. Wyzwaniem jest odgadnięcie najlepszej sekwencji ruchów i zastosowanie odpowiednich technik wspinaczkowych, bez odpadnięcia.

Na sztucznych ścianach bouldering używany jest głównie w dwóch celach:

     1. Nauka techniki ruchu (A to dlatego, że techniki uczymy się w środowisku bezpiecznym, a więc nie martwiąc się o linę, wpinki, uprzęże, itp. Możemy również szybko ułożyć boulderowy problem, do pokonania którego musimy użyć odpowiedniej techniki.)

2. Ćwiczenie siły lub wytrzymałości siłowej.

Klasyczna bulderownia.
Podłoga w całości pokryta materacami
chroniącymi przed skutkami upadku.
       Do uprawiania bulderingu w skałach wystarczą buty wspinaczkowe, magnezja i crashpad, czyli specjalny materac, na który w razie czego można w miarę bezpiecznie upaść. Przydaje się również partner, który służy nam asystą. W niektórych tekstach źródłowych mozemy znaleźć informację, że niezbędną częścią ekwipunku jest czapka. Wtedy też warto zastanowić się nad sensem zakładania koszulki. ;)

Istnieje kilka odmian bulderingu, jak np. highballing – zasady takie same, tylko niskie formy nie są już takie niskie. Waterbouldering, czyli wspinaczka nad wodą, jednak częściej mówi się o niej Deep Water Soloing.
Buldering powinien się znaleźć w każdym sensownym planie treningowym. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o indywidualnych planach wspinaczkowych, zapraszam tutaj.

Dyktat specjalistów

       Daliśmy sobie wmówić, że sport mogą uprawiać tylko specjaliści. Tak wychowuje się nas od urodzenia: w dyktacie sukcesu. “Jeśli się za coś bierzesz musisz być w tym najlepszy”. “Nie popełniaj błędów, za błędy karzemy złymi ocenami, a więc źle oceniamy ciebie.” “Błąd = ja jestem zły i nic niewarty.” Takie pranie mózgu powoduje tendencje do wycofywania się z aktywności, które kiedyś po prostu dawały nam radochę. Zaczynamy myśleć kategoriami: jeśli nie mogę być najlepszy, wolę tego nie robić w ogóle. Siadamy przed telewizorem i… zostajemy kibicem. Kibicem sportowym (mecze, olimpiady, skoki narciarski, itp.), kibicem życia (filmy, seriale, plotki, itp.), kibicem zmiany (polityka, informacje gospodarcze, itp.). Jednocześnie nasze stłamszone potrzeby gdzieś tam wewnątrz siedzą. Nieświadomie nie zgadzamy się z taką oceną nas samych, więc zażarcie dyskutujemy o tych naszych “zainteresowaniach”. Gdy przegra drużyna przeciwna, cieszymy się, jakbyśmy sami ich pokonali. Nie zauważamy, że nasz gorący (bo podrasowany piwkiem) doping przed telewizorem nikogo nie interesuje, poza wkurzonymi sąsiadami i wystraszonym psem. Na imprezie jesteśmy w stanie pokłócić się z najlepszym kumplem o politykę Polski, którą przecież i tak prowadzi za nas ktoś inny. A wszystko przez to, że nie wierzymy w to, iż można coś robić tylko dla przyjemności.

       Sportu się nie ogląda, sport się uprawia. Sport uprawiany na amatorskim poziomie, daje milion razy więcej, niż oglądanie go w wykonaniu specjalistów (no chyba, ze oglądamy w celu instruktażowym, o czym napiszę w innym poście). Każda dziedzina uprawiana nawet na amatorskim poziomie rozwija nas w o wiele większym stopniu, niż przyglądanie się, jak wykonują ją zawodowcy.
       Kiedyś pomagałem kumplowi remontować dom. Chciał wybudować kominek. Ani ja, ani on nie mieliśmy pojęcia o tym, jak się za to zabrać. Zasugerowałem zlecenie tego specjaliście, co spotkało się z mocną krytyką ze strony mojego znajomego. Powiedział, że on wzywa specjalistów dopiero wtedy, gdy już na 100% nie ma możliwości zrobić czegoś samemu. Kupił kilka numerów Muratora, usiedliśmy i zastanowiliśmy się nad tym co i jak. Powstała koncepcja i już dwa dni później stał przed nami całkiem zgrabny, a co najważniejsze, działający kominek. Ja poznałem podstawowe zasady ich tworzenia oraz miałem niesamowitą radochę.
       Tego samego oczekuję od ludzi proszących mnie o pomoc w dziedzinie wspinania. Nie mówię im, jak mają pokonać drogę. Uczę ich odpowiednich technik i pozwalam znaleźć rozwiązanie samemu. Radość z pokonania problemu, pewność siebie i wiedza, jaką wtedy wynoszą nigdy nie byłyby przez nich osiągalne, gdyby siedzieli przed telewizorem, pili piwo i oglądali specjalistów.
       Nie dajcie sobie wmówić, że czegoś nie możecie, nie potraficie, że już nie wypada, że jesteście za starzy na to, żeby robić to dobrze. „Najlepszym wspinaczem jest ten, kto czerpie z tego najwięcej radości” (Alex Lowe). Nie tylko wspinaczem.

Wspinanie z dolną asekuracją

Wspinanie z dolną asekuracją nazywane jest również “prowadzeniem”. Od wędki różni się tym, że wspinający się (prowadzący) ciągnie linę za sobą i musi wpinać ją w punkty asekuracyjne mijane na drodze wspinaczkowej. Jak łatwo się domyślić, co jakiś czas znajduje się on powyżej punktu wpięcia liny, przez co wspinaczka staje się większym wyzwaniem psychicznym, gdyż odpadnięcie kończy się dłuższym lub krótszym “lotem”. Spada się tak długo, aż lina nas wyłapie, a to zależy np. od tego jak jest ona napięta pomiędzy asekurującym a prowadzącym, jak wysoko prowadzący jest nad przelotem, jak długi odcinek liny jest już wpięty w przeloty, ile tych przelotów jest, itd. Po dojściu do końca drogi prowadzący przewiązuje się do stanowiska zjazdowego. Najczęściej jest to takie samo stanowisko jak w przypadku wspinaczki na wędkę.
Wspinanie z dolną asekuracją
Aby skutecznie prowadzić nie tylko musimy wykazywać się lepszym opanowaniem mentalnym, ale także musimy znać więcej aspektów techniczno sprzętowych. Nawet jeśli droga jest wyposażona w stałe punkty asekuracyjne, najczęściej musimy w nie wpinać tzw. ekspresy, czyli dwa karabinki połączone taśmą. Musimy wiedzieć który ekspres wpiąć w punkt asekuracyjny, do którego ekspresu wepniemy linę, po której stronie mają znajdować się zamki karabinków, jak wepniemy linę w karabinki. Poza tym musimy wiedzieć jak ustawić ciało względem liny, jak przewiązać się do stanowiska zjazdowego po skończeniu drogi, co robić podczas ewentualnego odpadania, itd. Również na osobie asekurującej spoczywają o wiele poważniejsze obowiązki i ona także musi znać odpowiednie techniki: np. w czasie wędkowania lina jest wybierana, w czasie prowadzenia podawana. Wszystko to wymaga odpowiedniego doświadczenia oraz opanowania fachowej wiedzy, której najlepiej nauczyć się pod okiem instruktora co znacznie wydłuży żywotność ekwipunku i ciała. ;)
Teraz zapewne rozumienie dlaczego dopiero ten rodzaj wspinania jest uznawany za prawdziwe wspinanie i dlaczego wędka traktowana jest przez niektórych po macoszemu. Jednak tak na prawdę nikt nikomu nie nakazuje wspinać się na takim poziomie, a przygodę ze wspinaniem najlepiej rozpocząć właśnie od wędki, która zapewnia komfort psychiczny oraz bardziej nieskrępowaną zabawę. Dopiero po opanowaniu podstawowych technik poruszania się w skale warto przejść do nauki prowadzenia.

Wspinaczka na wędkę

      Wspinaczka “na wędkę” to nic innego jak sposób asekuracji polegający na tym, że lina jest podwieszona na końcu drogi wspinaczkowej. Wspinający wiąże linę do swojej uprzęży, lina idzie do stanowiska asekuracyjnego u góry drogi, po czym wraca na dół do osoby asekurującej i przechodzi przez przyrząd asekuracyjny przymocowany do uprzęży asekurującego. Wspinający wspina się więc niejako “na wędkę”, choć lepiej oddaje to angielski zwrot “toproping”.

 

 

      To najbezpieczniejszy sposób asekuracji z czym wiąże się również komfort psychiczny wspinającego. Najczęściej stosowany w centrach wspinaczkowych, rzadziej w skałach ze względu na trudność z podwieszeniem liny. W centrach liny wiszą na stałe, w skałach ktoś musi je zawiesić. Poza tym przez środowisko wspinaczkowe ten rodzaj wspinaczki stosowany jest w zasadzie tylko do “patentowania” dróg, czyli do uczenia się przejścia trudnej drogi. Po “zapatentowaniu” drogę przechodzi się z “asekuracją dolną“. Kolejnym powodem do stosowania tego typu asekuracji jest nauka techniki ruchu wspinaczkowego, którą to należy przeprowadzać w bezpiecznym i nierozpraszającym otoczeniu, co wędka pomaga zapewnić.

 

 

       W niektórych rejonach na Zachodzie wspinanie na wędkę jest zabronione, ale ma to związek głównie z tym, że nieetyczni wspinacze używają do wędkowania stanowisk asekuracyjnych, które w zasadzie służą tylko do zjadu z drogi pokonanej z dolną asekuracją. Wytwarzane przez linę tarcie potrafi zniszczyć stanowisko zjazdowe. W polskim środowisku wspinaczkowym uruchomiono nawet akcję edukacyjną dotyczącą tego problemu.
Wspinanie na wędkę w środowisku wspinaczkowym jest uważane za “nieklasyczne”, a z osób notorycznie wędkujących czasami stroi się żarty i nazywa ich wędkarzami (w najlepszym wypadku ;) ). W wykazach pokonanych dróg żaden szanujący się wspinacz nie umieściłby dróg pokonanych w ten sposób. Dopiero wspinaczka z dolną asekuracją uważana jest za jedyną słuszną. Jednak w rozwoju każdego wspinacza wędka ma swoje zastosowanie, a dla celów rekreacyjnych jest wręcz idealna, ponieważ pozwala na bezpieczną i nieskrępowaną zabawę.

Rodzaje wspinaczki

     Jest wiele definicji wspinaczki, są różne kryteria podziału wspinaczkowych aktywności, ale dla moich potrzeb stosuję ten:
  1. Wspinaczka skałkowa.
  2. Bouldering.
  3. Wspinaczka górska.
  4. Wspinaczka wielkościanowa.
  5. Himalaizm.
     Oczywiście mamy jeszcze zimową, lodową, mikstową, itp., ale że te dziedziny jak na razie kompletnie mnie nie interesują, nie zamierzam się nad nimi rozwodzić. Prawdę mówiąc jak na razie punkty 3-4 również są na granicy moich zainteresowań, a punkt 5 czasami uważam za aberrację. ;) Aczkolwiek osiągnięcia himalaistów doceniam.
     W zasadzie trudno jest znaleźć jeden sposób klasyfikowania wspinaczki, bo niektóre elementy z powyższych kategorii przenikają się. Mówimy czasami, że np. jakaś skalna droga ma charakter boulderowy, ale na piętnastym wyciągu bigwallowej drogi, miejscem kluczowym jest wymagający boulder.

Istnieje także podział ze względu na sposób asekuracji:

  1. 1Wspinaczka na wędkę.
  2. 2Wspinaczka z asekuracja dolną.
  3. Wspinaczka bez asekuracji.

Lub taki:

  1. Wspinaczka sportowa (czyli na droga wyposażonych w stałe punkty asekuracyjne)
  2. Wspinaczka na własnej asekuracji (czyli wymagająca osadzania asekuracji przez wspinającego się)

Można też spojrzeć na to od strony długości dróg i konieczności zastosowania na niej różnych sposobów asekuracji:

  1. Wspinaczka jednowyciągowa.
  2. Wspinaczka wielowyciągowa.

W kolejnych wpisach postaram się wytłumaczyć najważniejsze z tych zagadnień.

Łutowiec

Niewielki rejon skalny z krótkimi drogami, chociaż jest też kilka nieco dłuższych. Dojazd najlepszy samochodem po wcześniejszym wpisaniu w nawigację miejsca docelowego. ;) (dane parkingu – 50.628091, 19.451411)
Zdjęcie pochodzi  z jurapolska.pl
Dlaczego na pierwszy ogień idą właśnie skały Łutowca? Z kilku powodów, jednym z nich jest fakt, że niedawno się tam wspinałem. ;)