O mnie i tej stronie

Gdy znalazłem się po raz pierwszy na ścianie wspinaczkowej, miałem na sobie męskie stringi. Był 2008 rok, a mnie właśnie stuknęła 30-dziestka. Koleżanka dostała w pracy 5 wejściówek do katowickiego Transformatora i zaprosiła mnie. Chyba nawet zrobiłem wtedy jakąś szóstkę. Chodziłem na siłownię, więc biceps nie szwankował. Masy nigdy zrobić nie umiałem, nie potrafiłem  w siebie wpychać kilogramów ryżu z tuńczykiem. Co z tymi stringami? Kryzys wieku postmłodzieńczego? – zapytacie. Nie do końca. Po prostu wracałem z kursu masażu, na którym akurat tego dnia robiliśmy pośladki. Byłem jedynym facetem na kursie…

Do Trafo miałem 50km, więc rzadko tam bywałem. Bliżej było do bielskiego Totemu, ale najbardziej się uradowałem, gdy odkryłem ściankę w niedalekich Brzeszczach. Zacząłem chodzić tam regularnie, poznałem fajnych ludzi, silnych wspinaczy.

Nie pamiętam mojego pierwszego wyjazdu w skały, ale na pewno miejscem, które zrobiło na mnie największe wrażenie, była Dolina Wrzosy. Podchodząc pod tamtejsze skały zawsze jesteśmy odprowadzani przez ujadające kundle, a w letnie niedziele z głośników niesie się disco polo. Trzeba tam uważać na żmije i komary. Najciekawsze jednak są dziwaczne, omszałe, zaskakująco wysokie i klimatyczne skały z niesamowicie ładnymi drogami. Miejsce pełne kontrastów, idealne dla tak pokręconego człowieka jak ja. Wtedy też pomyślałem, że jeśli kiedykolwiek uda mi się zrobić VI.4, to będzie to tamtejsza Freak on the Leash, autorstwa Mira Woźniaka.

Wspinałem się więc dalej, jednak problemem były ciągle powracające kontuzje palców, które powodowały, że nigdy nie mogłem chodzić na ścianę na tyle regularnie, żeby wypracować sensowną formę. Potem w paradę weszło życie, odstawiłem wspinanie na kilka lat.

W 2012 roku odkryłem wspin na nowo. Akurat otwarto w Bielsku nową ścianę, Trango. Pachniała czystością i wreszcie można było schować rzeczy do zamykanej na klucz szafki. 19 metrowe drogi przyprawiały o zawrót głowy. Zacząłem trenować regularnie, moja miłość do wspinaczki zamieniała się coraz bardziej w obsesję. Połykałem wszystkie tematyczne książki i filmy, jakie udało mi się znaleźć. Niestety kontuzje mnie nie opuszczały, więc co jakiś czas musiałem odstawić wspinanie na miesiąc, czy nawet dwa, torpedując swój progres.

Zaliczyłem kurs instruktora wspinaczki, a późnej założyłem tego bloga. Zrozumiałem wreszcie, że aby zminimalizować ryzyko kontuzji i zmaksymalizować osiągnięcia w skałach, muszę trenować bardziej z głową, odrzucać to, co nieprzydatne i szkodliwe, skupić się na własnych słabościach i mocnych stronach. Trudno było o takie podejście w ramach zatłoczonych sekcji wspinaczkowych, więc na poważnie zacząłem planować trening.

Od tego czasu forma rośnie cały czas, pewnie dlatego, że po setkach połkniętych stron tekstów wspinaczkowych, artykułów dotyczących programowania treningu i rozwijania siły, artykułów traktujących o (p)rehabilitacji udało się wreszcie ograniczyć częstotliwość kontuzji do minimum. A może po prostu zaakceptowałem naturę wspinaczki i tego, że ze sportem jest jak z wódką: żeby wiedzieć ile to jest w sam raz, czasami trzeba spróbować zbyt dużo. Niestety w sporcie to „zbyt dużo” czasami wiąże się z kontuzją.

Zrealizowałem również swoje marzenie, czyli własne miejsce do treningu i wspinania, świątynię i pustelnię w jednym.

Zapomniałbym o najważniejszym! Zrobiłem w końcu tego cholernego Freaka oraz masę innych pięknych dróg, zwiedziłem kilka ciekawych rejonów skalnych, poznałem wielu świetnych i zakręconych na punkcie wspinaczki ludzi, a to wszystko prowadząc w miarę normalne życie, zawodowo nie związane z moją pasją. Tym właśnie chciałbym podzielić się z Wami na tym blogu.

pozdrawiam
Tomek – [email protected]

2 thoughts on “O mnie i tej stronie”

  1. To je pikne! Dawno już odpuściłem wspinanie, teraz razem z żoną myślimy (to już coś, może uda się udać na sztuczną ścianke i wleźć na wędkę). Proszę o dział- po czterdziestce…

    1. Wiele czasu mi nie zostało, już niedługo będę musiał zmienić tytuł bloga na po czterdziestce. ;)

      Wielkiej różnicy nie ma i można ją określić słowem więcej: więcej się rozciągać, więcej budować siły i mocy, więcej kilogramów do zrzucenia. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *