Archiwum kategorii: motywacyjnie

American Beauty, VIII+, Mnich

Gdy człowiek kończy studia i zaczyna pracę, życie przyspiesza. Dni przestają się od siebie różnić. Tygodnie mijają niepostrzeżenie.  Wszystko to z powodu monotonii, która dopada nas wraz z coraz bardziej ułożonym życiem. I tylko zdarzenia nietypowe są w stanie wbić klin w ogniwa tego łańcucha. Kryzysy lub pozytywne, wyraziste rzeczy, których się nie spodziewaliśmy, na zasadzie kontrastu zapadają w pamięć i odbijają w niej swoje piętno, niczym obraz na kliszy aparatu.

Ar ju toking tu mi?

 

 

Czytaj dalej American Beauty, VIII+, Mnich

Najważniejsza decyzja – Christopher Sommer

Tim Ferriss to człowiek orkiestra, żywy agregator trendów internetowych, świetnie surfujący na falach nowej ekonomii. Pisze kilka blogów, wydaje książki, inwestuje w startupy, jest doradcą dla Facebooka i innych firm z Doliny Krzemowej, interesuje się sportem, zdrowiem i biznesem. Najbardziej znany jest jednak z The Tim Ferriss Show, czyli podcastów ze sławnymi i ciekawymi ludźmi (do jednego z odcinków zaprosił Aleksa Honnolda). Na podstawie tych audycji powstała jego najnowsza książka – Tools od Titans, jednak gdybyśmy powiedzieli, że Tim jest jej autorem, popełnilibyśmy nadużycie. On jest raczej jej redaktorem. Wybrał najciekawsze fragmenty z kilkuset godzin materiałów, zredagował i opublikował je jako książkę swojego autorstwa. Dlaczego o nim piszę? Otóż warto zaznajomić się z audycjami, bo to mądrość z pierwszej ręki (rewelacyjny odcinek z Arnoldem Schwarzeneggerem!), ale również zaciekawił mnie pewien fragment z samej Tools of Titans.

Żelazny krzyż w wykonaniu Alexa Megosa

Czytaj dalej Najważniejsza decyzja – Christopher Sommer

Recenzja książki: Espresso lessons, A. Ilgner

Jakiś czas temu wydawnictwo Sudetica Verticalia wydało Skalnych wojowników. Trening mentalny dla wspinaczy autorstwa Arno Ilgnera, czyli książkę dotyczącą treningu mentalnego. Pozycja to zacna, aczkolwiek autor porusza się na dosyć ogólnym poziomie, raczej przedstawiając w niej swoje rozumienie treningu mentalnego, niż prezentując jakieś konkretne techniki pracy z psychiką. Oczywiście czytelnik dociekliwy znajdzie sposób, aby zastosować prezentowane tam treści w praktyce, ale że czasy są jakie są i ludzie zacznają tracić dociekliwość podczas czytania, autor postanowił napisać coś, co można by spokojnie nazwać brakującymi rozdziałami Skalnych wojowników. Tak powstało Espresso lessons, czyli droga skalnego wojownika w praktyce.

Espresso lessons
Czytaj dalej Recenzja książki: Espresso lessons, A. Ilgner

Gdy rozum śpi… część 1

     Miał być dzisiaj wpis o czymś kompletnie innym. Planowałem wrzucić ćwiczenie dotyczące pracy nóg, albo coś o diecie, ale to będzie musiało poczekać, bo… zaliczyłem potężnego lota, przywaliłem w ścianę i trochę poobijałem kostkę. Od uderzenia naszło mnie wiele ciekawych przemyśleń, więc niestety muszę was trochę nimi pomęczyć.
     Wspinaczka to dziwny sport. Nie znam innego, który w aż takiej mierze bazuje na… błędach. Im bliżej granicy naszych możliwości się wspinamy, tym większa satysfakcja z pokonania drogi, ale również tym więcej błędów popełniamy, a więc narażeni jesteśmy na większe frustracje. Mój lot był wynikiem błędu. Błędy mają swoje konsekwencje. Ale pokazują też w jakich aspektach mamy możliwość jeszcze nad sobą popracować.
Francisko G. po nieudanej próbie na drodze Chiński Maharadża VI.5
Czytaj dalej Gdy rozum śpi… część 1

Dyktat specjalistów

       Daliśmy sobie wmówić, że sport mogą uprawiać tylko specjaliści. Tak wychowuje się nas od urodzenia: w dyktacie sukcesu. “Jeśli się za coś bierzesz musisz być w tym najlepszy”. “Nie popełniaj błędów, za błędy karzemy złymi ocenami, a więc źle oceniamy ciebie.” “Błąd = ja jestem zły i nic niewarty.” Takie pranie mózgu powoduje tendencje do wycofywania się z aktywności, które kiedyś po prostu dawały nam radochę. Zaczynamy myśleć kategoriami: jeśli nie mogę być najlepszy, wolę tego nie robić w ogóle. Siadamy przed telewizorem i… zostajemy kibicem. Kibicem sportowym (mecze, olimpiady, skoki narciarski, itp.), kibicem życia (filmy, seriale, plotki, itp.), kibicem zmiany (polityka, informacje gospodarcze, itp.). Jednocześnie nasze stłamszone potrzeby gdzieś tam wewnątrz siedzą. Nieświadomie nie zgadzamy się z taką oceną nas samych, więc zażarcie dyskutujemy o tych naszych “zainteresowaniach”. Gdy przegra drużyna przeciwna, cieszymy się, jakbyśmy sami ich pokonali. Nie zauważamy, że nasz gorący (bo podrasowany piwkiem) doping przed telewizorem nikogo nie interesuje, poza wkurzonymi sąsiadami i wystraszonym psem. Na imprezie jesteśmy w stanie pokłócić się z najlepszym kumplem o politykę Polski, którą przecież i tak prowadzi za nas ktoś inny. A wszystko przez to, że nie wierzymy w to, iż można coś robić tylko dla przyjemności.

       Sportu się nie ogląda, sport się uprawia. Sport uprawiany na amatorskim poziomie, daje milion razy więcej, niż oglądanie go w wykonaniu specjalistów (no chyba, ze oglądamy w celu instruktażowym, o czym napiszę w innym poście). Każda dziedzina uprawiana nawet na amatorskim poziomie rozwija nas w o wiele większym stopniu, niż przyglądanie się, jak wykonują ją zawodowcy.
       Kiedyś pomagałem kumplowi remontować dom. Chciał wybudować kominek. Ani ja, ani on nie mieliśmy pojęcia o tym, jak się za to zabrać. Zasugerowałem zlecenie tego specjaliście, co spotkało się z mocną krytyką ze strony mojego znajomego. Powiedział, że on wzywa specjalistów dopiero wtedy, gdy już na 100% nie ma możliwości zrobić czegoś samemu. Kupił kilka numerów Muratora, usiedliśmy i zastanowiliśmy się nad tym co i jak. Powstała koncepcja i już dwa dni później stał przed nami całkiem zgrabny, a co najważniejsze, działający kominek. Ja poznałem podstawowe zasady ich tworzenia oraz miałem niesamowitą radochę.
       Tego samego oczekuję od ludzi proszących mnie o pomoc w dziedzinie wspinania. Nie mówię im, jak mają pokonać drogę. Uczę ich odpowiednich technik i pozwalam znaleźć rozwiązanie samemu. Radość z pokonania problemu, pewność siebie i wiedza, jaką wtedy wynoszą nigdy nie byłyby przez nich osiągalne, gdyby siedzieli przed telewizorem, pili piwo i oglądali specjalistów.
       Nie dajcie sobie wmówić, że czegoś nie możecie, nie potraficie, że już nie wypada, że jesteście za starzy na to, żeby robić to dobrze. „Najlepszym wspinaczem jest ten, kto czerpie z tego najwięcej radości” (Alex Lowe). Nie tylko wspinaczem.

Wspinaczka, sport czy sztuka?

         Tytułowe pytanie może wydawać się dziwne, ale pokażcie mi drugi taki sport, w którym dziesięcioletnie dzieciaki osiągają lepsze wyniki niż dorośli wspinający się od ponad pięciu czy dziesięciu lat. Dodam, że te cudowne dzieci nie osiągnęły tego przy pomocy ciężkich treningów na kontuzjogennych urządzeniach, ale po prostu dzięki samemu wspinaniu.
Ashima Shiraish, 11 lat. Foto Jason Kehl

Stare powiedzenie mówi, że najlepszym treningiem wspinaczki jest wspinaczka, a jednak dorośli w pewnym momencie sięgają po specjalistyczne ćwiczenia uzupełniające samą wspinaczkę. Czy to dobrze, czy źle? Trudno powiedzieć. Tak naprawdę proces szkolenia wspinaczy również jest po części sztuką, a po części nauką. Nie ma idealnych ćwiczeń, idealnych programów treningowych.

     Wszystko co związane ze wspinaczką musi odnosić się do konkretnego wspinacza, ponieważ cechy indywidualne w tym sporcie/sztuce odgrywają bardzo dużą rolę. Dlatego właśnie dzieci mogą wspinać się lepiej od dorosłych, a osoby w wieku lat czterdziestu lepiej od dwudziestolatków. Wszystko zależy od motywacji i samoświadomości. Jeśli je posiadamy, mamy duże szanse na osiągnięcie sukcesu. Ale przecież liczą się nie tylko najlepsze wyniki, ale umiejętność pokonywania naszych barier, a te możemy pokonywać nawet do późnej starości.