Rumunia, czyli gdzie są kapry?

Sezon w końcu otwarty. Niektórzy z nas planują wyjazdy duże i małe. Jeśli ktoś nie ma pomysłu na wyjazd duży, ale chciałby pojechać w jakiś szczególne miejsce, zachęcam do wzięcia udziału w Rico 2016. Rimetea, malownicza wieś w Rumuni, będzie gościła wspinaczy na kolejnym mitingu wspinaczkowym.

Poniżej przedstawiam tekst, który został kilka lat temu opublikowany na stronie KW Bielsko, a który traktuje o moich dwóch wyprawach do Rumunii. Nadal aktualny, może się przydać, szczególnie że jest tam trochę praktycznych informacji. ;)

Rumunia
czyli gdzie są kapry?!

Na pomysł wspinaczkowej wyprawy do Rumunii wpadłem, gdy w moje ręce trafił Rock Climbing Atlas – South Eastern Europe wydany w 2006 roku. Reklamowano tam ten kraj jako potencjalną alternatywę nawet dla Hiszpanii. Dzisiaj już wiemy, że w ilości obitych skał trudno pobić kraj konkwistadorów, ale mimo to ciekawość Rumunii pozostała, a ja czekałem na dogodną okazję. Ta pojawiła się w 2014 roku, gdy wreszcie udało się znaleźć chętnych na wyjazd. Za pierwszym razem byłem tam wiosną razem z Arturem, Damianem, Łukaszem i Maćkiem, później jesienią z Damianem i Zbyszkiem. Poniższa relacja będzie zbiorczą z obu wypadów.

W związku z niewielką wiedzą nt. potencjału wspinaczkowego Rumunii, zabraliśmy się za gromadzenie informacji (uwielbiam ten etap przygotowywania do każdego, nawet najmniejszego tripu). Dosyć szybko zauważyliśmy, że najbardziej znane są atrakcje Wąwozu Turdy, dlatego to tam postanowiliśmy wyruszyć. Ze względu na „pokojową misję Rosji” we wschodniej Ukrainie, woleliśmy jechać przez Słowację (najgorszy fragment) i Węgry (najlepszy). Drogi w Rumunii, przynajmniej tam, gdzie byliśmy, wcale nie odbiegały od standardów środkowej Europy, mimo to odległość, chociaż podobną jak do Jaskini Myszy w Ospie, pokonaliśmy z odpoczynkami w około 11 godzin. Niewielka ilość autostrad w Słowacji i Rumunii dawała się we znaki. Podczas pierwszego wyjazdu przekraczaliśmy granicę węgiersko-rumuńską na wysokości Oradei, podczas drugiego na wysokości Aradu.

Do Cheile Turzii dotarliśmy koło południa. Imponujące ściany wąwozu wabiły już podczas zjazdu z krótkiego odcinka autostrady A3. Bardzo dobrym źródłem informacji o wąwozie jest strona summitpost, więc nie ma sensu powielać znajdujących się tam informacji. Co najważniejsze dla polskich łojantów: bo obu stronach są darmowe kempy! My zapytaliśmy o możliwość rozbicia namiotu właściciela ładnego, świeżo wyremontowanego, choć troszkę kiczowatego zameczku (widoczny w zalinkowanym tekście w wersji przed remontem). Sympatyczny, mówiący niezłą angielszczyzną grubasek nie robił problemu, ale równie dobrze można rozbić się na brzegu rzeki, kilkaset metrów wcześniej. Obok budynku stoją kibelki z umywalkami, z których można korzystać za darmo. W czasie deszczu kapie na głowę, wiec nie oczekujcie warunków rodem z Hollentalu, ale mimo wszystko, nie jest źle. Koszty wynajmu pokoju w zamku należą do średnich, koszty wynajmu domków kampingowych raczej do wysokich. Po przeciwnej stronie doliny również można znaleźć domki i to podobno o wiele tańsze.

Zapasy najlepiej kupować w supermarketach w miejscowości Turda, bo ceny większości produktów są nieco niższe niż w Polsce (może poza rybami w puszkach i importowanym piwem). Polecamy wyśmienite białe sery i wszelkiej maści oliwki.

Powodem, dla którego wybraliśmy Cheile Turzii była również dostępność przewodników wspinaczkowych. W 2014 roku światło dzienne ujrzało siódme wydanie przewodnika wspinaczkowego po okolicznych rejonach -Alpinism și escaladă în Munții Trascău autorstwa Dana Anghela. Niestety, tylko po rumuńsku.

 O podręcznik najlepiej pytać na stronie Rico.

Większość wspinaczkowych dróg w Rumunii jest podpisana gdzieś na starcie. Czasami mają dopisaną wycenę UIAA. To duże ułatwienie.

Przeciętnego łajanta jurajskiego może zaskoczyć obicie – pierwsza wpinka zazwyczaj jest dosyć wysoko, patyk wstydu mile widziany. Odległości pomiędzy punktami na szczęście nie są słowackie, więc mimo wszystko, jest bezpieczne. Dominują plakietki Fixe. W przypadku Wąwozu Turdy mamy do wyboru drogi sportowe (piony, połogi, czasami lekkie przewieszki). Odradzamy te z początku (lub końca, zależy z której strony patrzeć) wąwozu ze względu na spory wyślizg. Jednak nie oszukujmy się, perełką rejonu są wielowyciągi. Do wyboru do koloru, od dwóch do nawet jedenastu wyciągów, od całkowicie wyekipowanych plakietkami, przez obite starymi hakami i ringami wystarczająco gęsto, żeby nie trzeba było brać niczego swojego, po klasyczne trady. Stanowiska na wszystkich są nowe, najczęściej w postaci dwóch nowych plakietek i starego ringa lub haka.

Myliliby się jednak ci, którzy uważają, że Turzii to głównie wielkie ściany. Niewątpliwą atrakcją jest Pestera Ungureasca, czyli Jaskinia Węgierska. Znajdziecie tam nawet 25-metrowe drogi wymagające kosmicznej wytrzymałości siłowej i finezyjnych technik haczenia wszystkimi częściami ciała.

Problematyczne bywa odnalezienie dróg i rejonów. Do niektórych trzeba podchodzić i 50 minut, a ścieżki ukryte są przed wzrokiem osób nieznających terenu. Na to jednak również są sposoby. Niedaleko pola namiotowego znajduje się siedziba Salvamont Romania, odpowiednika naszego GOPR-u. Na miejscu możemy zapytać o podejścia do poszczególnych rejonów, a jeśli pracownicy nie będą akurat bardzo zajęci, mogą nas nawet zaprowadzić.

Siedziba Salvamont w Cheile Turzii. Źródło: http://dkrconstruct.ro/centru-salvamont-cheile-turzii/

Z lokalsami najlepiej rozmawiać po włosku (no, chyba że ktoś zna rumuński). Poza tym nieźle posługują się angielskim. W okolicach Turdy raczej nie mieliśmy problemów komunikacyjnych. Od znajomego Rumuna wiemy jednak, że niektórzy pracownicy Salvamonte słabo znają angielski, więc gdyby była potrzeba ściągania nas z jakiegoś wyciągu, powinniśmy dzwonić na 112 i dawać jasne wskazówki w rodzaju: nazwa rejonu (Cheile Turzii czyta się: Kijle Turzi), nazwa drogi (warto pamiętać po czym się wspinamy, nawet jeśli wymówienie słów powoduje odciski na języku) i numer wyciągu lub jakiś punkt orientacyjny.

Zanim wybraliśmy się do Rumunii, poprosiłem na fejsbukowej stronie Climbing in Romania o kilka porad dotyczących wspinaczki w Turdzie. Z odpowiedzi dowiedziałem się, że termin naszego przyjazdu pokrywa się z towarzyskimi zawodami wspinaczkowymi w niedalekiej Rimetei. Odbywają się one na wiosnę na Skale Szeklerów. Co roku z tej okazji obija się kilka ścian. Drogi również są podpisane (czasami napisy nie zdają próby czasu, więc trzeba nieźle nagimnastykować oczy, zanim dojrzy się lub rozczyta cokolwiek). Aktualne topo: http://www.amunteanu.go.ro/coltii_trascaului.htm

Liczba uczestników zawodów zaskoczyła nas – około 200-250. Taras znajdujący się za terenem należącym do Salvamonte, na którym rozbiliśmy namiot, był zapełniony. Na miejscu kupiliśmy tegoroczne topo okolicznych rejonów, o którym wspomniałem już wcześniej. Być może w nieodległym Cluj-Napoca można go również nabyć. Warto odwiedzić to miasto w dzień restowy, by napić się na jednym z ryneczków aromatycznej kawy za ok 3,5 zł za filiżankę.

Rimetea jest niewielką wioską, w której znajdziecie jedną restaurację, bar i dwa sklepy spożywcze. Zamieszkują ją głównie Szeklerzy, grupa etniczna charakteryzująca się odrębną od rumuńskiej kulturą, co widać choćby po miejscowej architekturze. Noclegi oferowane są w prawie każdym domu za minimum 9 euro na osobę w raczej tradycyjnych warunkach – wielkie łóżka, olbrzymie pierzyny, kolorowe kuchnie, itp. Na głównym placu wsi znajduje się źródło z wodą pitną. Okolica, poza wspinaczami, przyciąga również glajciarzy.

Samo wspinanie to głównie połogie płyty oraz piony, czasami trafi się przewieszenie. Podejścia dosyć dalekie (minimum 20 min.), najczęściej strome. Brak lasu gwarantuje duże nasłonecznie ze wszystkimi tego plusami i minusami (chyba tylko jeden rejon znajduje się w lesie i po zacienionej stronie wzgórza). Na plus można zaliczyć fenomenalne wręcz tarcie skały i poprawne obicie plakietkami Fixe. Zjazdy z łańcuchów, czasami z dwóch plakietek, wysoka pierwsza wpinka. Poza wspomnianymi zawodami rejon jest stosunkowo mało uczęszczamy (zresztą jak chyba większość w Rumunii), a skała pracuje, wskazane więc jest noszenie kasków. Odradzamy chodzenie po piargach, bo najczęściej kończy się to ofiarą ze sprzętu (w naszym wypadku były to już buty, uprząż i woreczek na magnezję).Duchy skał są bezlitosne…

We wrześniu postanowiliśmy pojechać do Rumunii znowu. Tym razem wybraliśmy Baile Herculane. Niestety, termin pobytu nie zbiegł się z Rock Tripem organizowanym przez Petzla. Poza wspomnianą imprezą, odbywają się tam również zawody HerculneClimbing Open na podobnych zasadach, jak te w Rimetei. Największym minusem Herculane jest brak jakiegoś aktualnego i konkretnego topo. Informacje są porozrzucane w kilku miejscach sieci, trzeba się trochę namęczyć, żeby zebrać je do kupy.

Wspinaliśmy się w dwóch rejonach. Najatrakcyjniejszym jest niewątpliwie Venturatoarea (Wodospad). Topo ze strony Petzla niestety posiada kilka błędów, a drogi nie są podpisane u ich podnóża. Tak jak w Turdzie czy Rimetei, podejście jest dosyć forsowne i długie. Mimo to – warto.

Na miejscu czeka nas między innymi imponująca, niebiesko-pomarańczowa wapienna skała przecięta wodospadem. Tarcie jest jeszcze bardziej fenomenalne niż w Rimetei. Cyfra raczej niełatwa, szczególnie dla jurajskich łojantów przyzwyczajonych do dwóch stęknięć na starcie i późniejszego plewienia czwórkowego ogródka, czy do wciskania fakerów do wszędobylskich dziurek. Tutaj mamy głównie długie drogi z kruksami często na końcu, odciągi i obłe lub ścięte półeczki poustawiane pod dziwnymi kątami, jeśli trafi się jakaś klameczka, najczęściej jest to ostra brzytwa, itp. Pierwszy kontakt nie był dla nas łatwy. Dominują piony i przewieszenia, dzięki tym drugim można się wspinać w czasie deszczu, jeśli nie wieje on w stronę skały. Obicie jest czysto sportowe – plakietki co dwa metry. Przyda się lina 70m. i 15 ekspresów. W bliskich okolicach wodospadu znajduje się jeszcze kilka innych rejonów, wszystkie są opisane w topo Petzla. Nie zdziwcie się, gdy w porannych godzinach pod skałami przeparaduje stado ciekawskich kóz prowadzone przez… trzy psy. Możecie być pewni, że za kilka godzin, po skończonym wypasie, będą wracać tą samą drogą do domu. A jeśli nie wrócą na czas, to poczciwa starowinka u podnóża doliny zagai do was, wykrzykując słowo „kapry!”, coraz głośniej i powolniej, jakbyście dzięki temu mieli w końcu zrozumieć, o co jej chodzi…

Poza wodospadem, wspinaliśmy się w rejonie KM9. Podejście jest krótsze, szare wapienne ściany oferują głównie piony i połogi o długości od 15 do 35metrów. Rejon znajduje się w lesie, więc można wspinać się w ciepłe dni. Sporo komarów, ale drogi bardzo ładne, najczęściej ciągowe.

Nasze pole namiotowe znajdowało się 700 metrów w górę doliny, patrząc od mostu, przy którym zostawia się samochód, idąc na Venturatoareę. Namiary GPS – 44°58’13.9″N 22°29’25.6″E. Koszt: 5 zł za namiot/dzień i 7 zł za samochód/dzień. Jest kibel. Pryszniców brak, ale właściciel budował dwie kabiny, więc możliwe, że to właśnie brakujące prysznice, z którymi chciał się wyrobić przed petzlowym tripem. Niedaleko są trzy źródła z wodą pitną. Idąc dalej w górę doliny, zaraz za polem namiotowym znajdziemy hotelik z restauracją, gdzie można zjeść niezłe posiłki. „Kawa” jest, niestety, tylko rozpuszczalna.

W dni restowe zwiedzaliśmy kolejne rejony, których w Dolinie Cernej jest od cholery. Niektóre wyglądają, jakby po obiciu nigdy nikt się tam już nie wspinał – to raj dla chcących spróbować prawdziwego OS-a, nawet niewielkie ślady magnezji nie zdradzą patentów. Znaleźliśmy również rejon bulderowy, którego żaden zachodni kraj by się nie powstydził – w starym bukowym lesie rozrzucone były wielkie wapienne głazy, niewymagające nawet dużego czyszczenia. Daleko im było do podkutego, kruchego i omszałego Zimnego Dołu. Odradzamy rejony w bliskiej okolicy Hotelu Roman, a to z względu na śmieci walające się w pod ścianami. Zdumiewające, że podczas całego tripu spotkaliśmy w sumie trzy zespoły wspinaczkowe: jeden z Włoch, jeden rumuński i jeden z Australii. Ci ostatni uciekli z rejonu Cheile Tureni wystraszeni przez niedźwiedzie. A my zawsze myśleliśmy, że to właśnie Australia jest siedzibą niezwykle groźnego Phascolarctos cinereus…

Baile Herculane to kurort uzdrowiskowy słynący z wód termalnych, więc głównym widokiem we wrześniu byli otyli i schorowani emeryci snujący się w strojach kąpielowych wokół darmowych baseników. W samym miasteczku można wyczuć w powietrzu specyficzny, siarkowy zapach, który przy pierwszym kontakcie powoduje, że zaczynamy patrzeć podejrzliwie na sąsiada i pytamy: „to ty?” Jeśli ktoś się nie brzydzi moczenia ciała w zbiornikach wypełnionych chorymi ludźmi (zapewne niektórzy przyjechali leczyć choroby skóry), może skorzystać z tego dobrodziejstwa. Polecamy termy przy wyjeździe z miasteczka, można je namierzyć po budkach z masażami w sąsiedztwie. Jeśli jednak nie możemy się przemóc, lepiej zejść kilka schodków niżej i wejść pod gorący termalny prysznic, aby zaraz potem wskoczyć do zimnej rzecznej wody. Kilka takich sesji poprawi krążenie i na pewno przyspieszy regenerację po ciężkim dniu wspinania.

Podczas pobytu na rumuńskich kampingach możemy być pewni, że w bardzo krótkim czasie przyplączą się jakieś psy. Do teraz są one dla nas tajemnicą. Zbyt czyste, jak na bezdomne, zbyt nachalne, jak na czyjeś. Jednak nie ma się co obawiać, w żebraniu pieski te są bardzo kulturalne –kładły się kilka metrów od nas i po prostu czekały. Były bardzo przyjacielskie. Jeśli któregoś poczęstujecie jedzeniem, możecie być pewni, że właśnie zyskaliście najlepszego przyjaciela… Do momentu aż wejdziecie do samochodu. Wtedy od razu stracą zainteresowanie i poszukają innych przyjaciół. Ze względu na zwierzaki, radzimy pilnować jedzenia i nie pozostawiać reklamówek ze śmieciami na ziemi.

Nie zdziwcie się, gdy w piątkowe popołudnie pole namiotowe nagle zapełni się Rumunami. Oto macie możliwość poznania weekendowego życia przeciętnego przedstawiciela tego narodu. Namioty, samochody, ogniska, grille, głośna muzyka, śmiechy, tańce, śpiewy, wszystko podlane winem bądź sojką, czyli palinką – bimbrem ze śliwek lub gruszek. I tak do późnej nocy. A wczesnym rankiem od nowa, aż do niedzielnego wieczora.

Oba wyjazdy uważamy za bardzo udane, chociaż pierwsze zetknięcie ze skałami Rumunii było dosyć zaskakujące. Fascynujące są te puste rejony wspinaczkowe, dzika i piękna przyroda (gdzie w Polsce można jeszcze usłyszeć krzyk orła nad głową w czasie pokonywania drogi?), przyciągają przyjaźni ludzie, atrakcyjne ceny, coraz bardziej rozwinięta infrastruktura. Kraj ten ma olbrzymi potencjał wspinaczkowy, ale sami mieszkańcy chyba jeszcze niespecjalnie interesują się tym sportem. Podobno brakuje tam ekiperów. Gdyby wysłać na stypendium ekiperskie trzech naszych mistrzów wiertarki na chociażby miesiąc, Dolina Cernej (a w szczególności skała z wodospadem) szybko stałaby się rejonem, który mógłby konkurować z najlepszymi zachodnimi rejonami. Mimo wszystko, Rumuni radzą sobie całkiem dobrze – każdego roku z okazji towarzyskich zawodów obijają kolejne drogi, przyciągnęli nawet międzynarodową imprezę wspinaczkową. Szybko rozwija się scena boulderowa, przybywa rejonów i informacji na ich temat. Myślę więc, że nadchodzą złote czasy dla sportowej wspinaczki w tym kraju, warto się tam udać jak najszybciej, zanim zrobi się tłocznie i drogo.

Ważne strony:

Podstawowe informacje dotyczące Wąwozu Turdy: http://www.summitpost.org/turzii-gorge-cheile-turzii/619161

Topo Cheile Turzii, Rimetei i okolic: http://www.amunteanu.go.ro/escalada.html

Strona Petzla dotycząca Herculane wraz z topo: http://www.petzl-roctrip.com/en/base-camp/baile-herculane-dive-herculean-baths

Herculane Climbing Open (można znaleźć topo skał obitych z okazji różnych edycji zawodów): http://www.alternativetm.ro/hco2014

Topo po rejonach Rumunii wraz z zamiarami GSM: http://www.climbingtopo.ro/

Topo po rejonach Rumunii (żeby zobaczyć zdjęcia trzeba się zalogować): http://www.romaniaquest.com/

Topo po rejonach Doliny Cernej (okolice Baile Herculane): http://www.fralpinism.ro/topo/herculane%20v3.1%20draft(beta).pdf

Bouldering w Rumunii: http://www.bouldering.ro/

Topo najstarszego rejonu bulderowego w Rumunii: http://www.sihla.info/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *