Po czym poznać że zbliża się kontuzja

 

Kontuzje we wspinaczce są na porządku dziennym. Osobiście nie znam nikogo, kto nigdy by się ich nie nabawił… chociaż nie! Alex Megos chwali się, że nigdy nie był kontuzjowany. Ale że Alexa nie znam osobiście, to jego głos się nie liczy. ;) Zapobieganie kontuzjom jest niezwykle ważne dla starszych wspinaczy, bo im jesteśmy starsi, tym trudniej i dłużej z nich wychodzimy. Może jednak na początku warto zadać sobie pytanie: Po czym poznać że zbliża się kontuzja?

Po czym poznać że zbliża się kontuzja

Z przeprowadzonych przeze mnie badań ;), obserwacji oraz rozmów ze wspinaczami jestem w końcu w stanie wyciągnąć pewne spostrzeżenia. Tak więc uwaga, teraz przeczytacie po czym poznać że zbliża się kontuzja. Nie powiedzą wam tego Amerykańscy Naukowcy!
Skończyłeś cykl ciężkich treningów? Prawie żadnego nie opuściłeś? Gratuluję! Musiałeś się nieźle napocić, bodźcować i stresować organizm tak, żeby nastąpiła adaptacja do większych obciążeń. Jednak opłacało się! Czujesz się silny, lepiej się zgina, jesteś w stanie trzymać się mniejszych chwytów. Dlaczego masz tego nie wykorzystać? Zaczynasz więc pracować nad trudną drogą, idzie nieźle, ale ciągle spadasz z jakiegoś ruchu. Powtarzasz więc go po raz kolejny i kolejny, to samo ułożenie ręki i ciała powoduje, że dana część organizmu jest poddawana powtarzającym się obciążeniom, szarpnięciom, naprężeniom. Wcześniejszy długotrwały trening również nie pozostawił twoich tkanek w idealnym stanie, bardzo możliwe, że nagromadziło się sporo mikrouszkodzeń, naderwań, mięśnie są napięte. Ale przecież nie po to trenowałeś, żeby wszystko poszło na marne, więc dajesz z siebie wszystko i w końcu rzeczywiście udaje się zrobić najtrudniejszą w twoim dorobku drogę! Czujesz się jak młody bóg! Szybko ruszasz na kolejny trudny cel, a potem kolejny… Aż nagle pewnego dnia budzisz się z obolałym i spuchniętym palcem, albo nawet strzela ci troczek czy ścięgno podczas walki w trudnościach.

Czy da się temu zaradzić?

Po pierwsze i najważniejsze – świadomość. Umysł w trybie „Młodego boga” zaczyna bagatelizować sprawy ważne: chwyty wydają się większe, niż są faktycznie, ruchy łatwiejsze, rozgrzewka mniej potrzebna. Jeśli wiesz, że masz tendencję do szarżowania (a ja mam!), musisz zachować większą uwagę. W stanie euforii i poczucia siły, twój obraz siebie i rzeczywistości najprawdopodobniej jest trochę zwichrowany. Obserwuj więc swój wewnętrzny (a często i zewnętrzny) dialog i powtarzaj jak mantrę: Zachowuję uważność, bo nie jestem tak dobry, jak sobie uroiłem. ;)
Po drugie (jeśli masz problem z „po pierwsze”) – mały kroczek w tył. Pamiętaj, to tylko wspinaczka! Chodząc po kolorowych plastikach, nie szukasz leku na raka, nie próbujesz rozwiązać problemu głodu na świecie. Nic złego się nie stanie, jeśli odpuścisz balda z bańką do krawądy, albo na wszelki wypadek nie zrobisz kolejnej serii na kampusie. Nie sądzę, żebyś był zawodowym sportowcem, spójrz na to z dalszej perspektywy. Wytrawni gracze giełdowi, którym udało się osiągnąć spory zysk na jakiejś transakcji, najczęściej odkładają inwestowanie na jakiś czas. Obawiają się tego, że udana transakcja wywołała w nich zbyt dużą euforię, przez co, przekonani o swojej nieomylności, stracili dystans  i przy kolejnych transakcjach stracą więcej pieniędzy niż zarobili. Ze wspinaczką jest podobnie. Zrób sobie krótką przerwę od ciężkich dróg. Wiem jak ciężko powiedzieć dość, gdy zgina się nam jak nigdy, więc nie proszę o całkowite zaprzestanie wspinaczki, ale o zwolnienie obrotów. Zejdź o kilka stopni, rób metry w skale, baw się w łatwiejszym terenie, poświęć czas na poprawę techniki. Powyższa rada dotyczy głównie wspinaczy średnio zaawansowanych, bo to u nas właśnie szczyt formy po sesji treningów trwa najdłużej, dlatego stać nas na to, żeby na chwilkę odpuścić. Im bardziej będziesz wytrenowany, im bliżej swojego genetycznego maksa, tym krótsze szczyty formy będziesz miał i tym dłużej będziesz musiał trenować, żeby je osiągnąć, więc odpuszczanie nie będzie wchodziło w rachubę. Świetnym pomysłem jest również zmiana charakteru wspinaczki. Długo męczyłeś się na krawądkowej drodze? Zacznij działać w rysie, albo na drodze pełnej oblaków! Walczyłeś w przewieszeniu? Przejdź na płytę lub nawet połóg. W ten sposób nie tracisz sezonu, zwiększasz swoje doświadczenie w skale i wszechstronność, a przede wszystkim zapobiegasz kontuzjom! Kontuzje często wynikają z błędnego planu treningowego, który nakłada na trenującego nieodpowiednie obciążenie. Jeśli jesteś zainteresowany planami, zapraszam tutaj.
Nie sugeruję, żeby całkiem odpuścić. Cofamy się na chwilę tylko po, żeby nabrać większego rozpędu i zaatakować z jeszcze większą siłą i precyzją…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *