Czy da się przeskoczyć o kilka stopni?

            Jakiś czas temu we wpisie o symulatorach wspinaczkowych wkleiłem film pewnego Rumuna, którego marzeniem, pasją, czy może raczej obsesją stało się zrobienie sławnej Action Directe (9a, czyli nasze VI.8) Wolfganga Gullicha.


Training for Action Directe 9a

          Sam fakt podążania za swoimi marzeniami uważam za bardzo pozytywny, jednak co najciekawsze Luzan Matyas, bo tak nazywa się nasz bohater, postanowił udowodnić, że dzięki odpowiedniemu treningowi można przeskoczyć… aż kilka stopni. Jeśli spojrzycie na jego profil na 8a.nu zauważycie, że najsilniejsze przejścia Luzana to drogi w granicach 8a (czyli nasze VI.5). Dzięki oddaniu, ciężkiej pracy, oraz jak najidealniejszej replice drogi miał on rozprawić się z legendą. Trening zapodał iście morderczy i całkiem kreatywny, więc tym chętniej przyglądałem się całemu przedsięwzięciu.

Action Directe 9a – Fingerboard replica

           Luzan oczywiście nie jest aż takim szaleńcem, żeby myśleć, iż pokonanie AD wyniesie go na piedestał ludzi, którzy wkroczyli do świata magicznego 9a. Uważa on tylko, że da się zrobić w stylu oblężniczym drogę trudniejszą nawet o kilka stopni niż nasz aktualny maks. Czy ma rację?
Symulator jego składał się z dwóch podstawowych części: przewieszonej ścianki z odpowiednio rozmieszczonymi chwytami oraz specjalnej chwytotablicy, na której starał się oddać nawet teksturę i kształt chwytów (gdyby ktoś nie wiedział, są to głównie dziurki na jeden i dwa palce…).
          Luzan już kilka miesięcy temu zabukował bilet do Niemiec, a ostatnio udał się na miejsce i wstawił w drogę. To co stało się później było do przewidzenia. Oddajmy się głos naszemu bohaterowi:

 „Urwałem ścięgno prawego fakera w okolicach dłoni oraz w przedramieniu. Strzeliło podczas rozgrzewki. Wyobraźcie sobie jak bardzo napięte były mięśnie. Byłem przetrenowany i nie odpocząłem dostatecznie długo. Myślę, że do tego doszła różnica temperatur – 30 stopni na pakerni, 10 stopni pod skałą, poza tym odwodnienie…”

        A może po prostu musiało się tak skończyć? Mówi się, że ścięgna do wspinaczki przystosowują się dwa lata. Prawda jest taka, ze nie ma ten temat żadnych badań. 2 lata to tylko zgadywanie. Wiadomo jednak, że przystosowują się bardzo długo w porównaniu z mięśniami, ale konkretny czas jest uzależniony od rodzaju wysiłku (czym innym jest wspinaczka po klamach w połogu, a czym innym skakanie do fakerów w przewieszeniu), potencjału genetycznego, rodzaju treningu, bazy przygotowawczej, itp, itd. Być może po prostu nie da się przeskoczyć w tak krótkim czasie z VI.5 na VI.8 (zakładając, że ktoś w ogóle może zrobić taki progres), bo ciało tego nie wytrzyma? Na początku przygody ze wspinaczką dosyć szybko pokonujemy poszczególne stopnie trudności, ale im dłużej się wspinamy i trenujemy, tym trudniejsze się to staje.
         Do tego dochodzi problem symulatora. Jak widać, nie da się ogarnąć wszystkiego, chociażby warunków pogodowych jakie zastaniemy pod skałą. A co z publicznością? Ona też może działać na niekorzyść, a w pakerni raczej Luzan wielkiej publiki nie miał. Symulator może nas przybliżyć do sukcesu, ale go nie zagwarantuje.

          Tak czy inaczej, trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia.
Na koniec AD w wykonaniu Jana Hojera:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *