Symulanci – czy warto układać symulatory dróg

     Weekendowi wojownicy mają problem. Weekendowi wojownicy w deszczowej Polsce mają problem podwójny. Załóżmy, że upatrzyliśmy sobie jakąś drogę. Jest ona na naszym limesie, niezależnie od tego, czy nasza górną granica na ten moment jest VI.1, czy VI.5 (abstrahując od tego, że osoby mające granice na VI.1 nie powinny się porywać na robienie dróg na swoim maksie, ale o tym może kiedyś w innym wpisie). Żeby na niej zawalczyć, musimy się naprawdę postarać. Projekt na naprawdę naszym limesie będzie wymagał więcej niż dwóch prób. Przy takich warunkach pogodowych i możliwości wspinania się tylko w weekendy może minąć sporo czasu, zanim uda się oddać dostateczną ilość prób. A co, jeśli może i pogoda byłaby dobra, ale do rejonu wspinaczkowego mamy np. 1000km? Jak pewien łojant z Rumuni, który zamarzył sobie Action Direct:

Rozwiązaniem jest symulator. Budujemy replikę drogi, ale na sztucznej ścianie, do której mamy łatwy dostęp, dzięki czemu możemy warunkować nasz organizm do obciążeń i wymogów podobnych, jakie czekają nas na naszym oryginalnym projekcie.
Jak budować symulator?

Poniżej kilka wskazówek:

  1. Robimy zdjęcie oryginalnej drogi. Z doświadczenia wiem, że pamięć bywa ulotna. „Pamięć mięśniowa” bywa całkiem niezła, ale pamięć intelektualna, bardziej świadoma, potrafi wszystko przeinaczyć lub po prostu dopowiedzieć sobie to, czego… nie pamięta. A skuteczny symulator, to szczegółowy symulator.
  2. Budując symulator samego miejsca kluczowego, musimy pamiętać o tym, że przechodząc oryginał napotkamy na ciąg dłuższych trudności, niż tylko kruks, więc ćwicząc na symulatorze musimy brać to pod uwagę. Czym innym jest robienie kruksa z marszu, a czym innym po wcześniejszym pokonaniu nawet łatwego terenu (poza dodatkowym wysiłkiem dochodzą jeszcze aspekty psychologiczne – wstawka tylko w miejsce kluczowe inaczej działa, niż skradanie się do niego poprzez 10 metrów terenu, na którym jeszcze wiele może się zdarzyć…). W takiej sytuacji przynajmniej próbujemy oddać ten sam rodzaj wysiłku na symulatorze, np. poprzez wcześniejsze trawersowanie w miejsce kluczowe na symulatorze, jeśli zbudowaliśmy go na bulderowni. Również jeśli kruks znajduje się w połowie drogi, na symulatorze również powinniśmy jeszcze wspinać się jakiś czas po pokonaniu trudności.
  3. Nawet jeśli wydaje nam się, że zbudowaliśmy idealnie oddający oryginał symulator… budujemy przynajmniej kolejne trzy. Powód jest prosty: Nigdy nie uda nam się stworzyć idealnego symulatora, a w przypadku dróg na naszym maksie, liczy się każdy szczegół. Po opanowaniu pierwszej wersji symulatora, zmieniamy kilka szczegółów i szlifujemy formę na kolejnej wersji, potem znowu i znowu. Zmieniamy kąt nachylenia ściany, wielkość chwytów, odległości, długość wspinania się przed i po kruksie, wspinamy się w ciszy lub podczas tłoku na ścianie, itp. itd. Robimy wersje łatwiejsze i trudniejsze. Dopiero dzięki temu będziemy mieli większą pewność, że nasz organizm przystosuje się do obciążeń, jakie prawdopodobnie spotkają nas na oryginalnej drodze. Dlaczego? Jeśli nauczymy się na blachę tylko jednej wersji, wystarczy że podczas przejścia oryginału nam nie spasuje jeden element  i organizm (umysł?) wpadnie w panikę lub po prostu odpuści, bo coś mu nie będzie pasowało. Zasada nr 1: nie ma idealnych symulatorów. Zasada nr 2: nigdy nie wiemy jakie warunki w skałach zastaniemy.

Przykładowy symulator jednej z dróg w Dolinie Wiercicy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Odległości chwytów i stopni wydają się być bardzo różne, ale w rzeczywistości nie ma aż tak kolosalnej różnicy. Po prostu  lewe zdjęcie jest robione z dołu, a prawe z poziomu oczu (bulderownia).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *