Gdy rozum śpi… cześć 2

     Jak może wyglądać strategia radzenia sobie ze stresem wspinaczkowym? Kluczem jest świadomość tego, w jakim stanie się znajdujemy, a więc obserwacja siebie.

     Ja zrobiłem sobie listę rzeczy do sprawdzania. Najpierw zapisałem je na kartce papieru i przy każdej pozycji narysowałem pusty kwadracik zwany na Placu Czerwonym checkboxem. Taką listę widzę przed wspinaniem w głowie i odhaczam w myślach kolejne pozycje.

Takie tam… z pełnymi gaciami.

Co sprawdzam?

  1. Czy znam drogę i wiem w jakim tempie będę się wspinał? Z jakich pozycji będę robił wpinki? Czy mogę ominąć którąś z wpinek? Czym poskutkuje ominięcie danej wpinki/odpadnięcie z danego miejsca? Staram się określić czy droga ma jakieś naprawdę groźne miejsca, czy może raczej moje lęki wynikają ze zbyt wybujałej wyobraźni. (Ten punkt zaniedbałem, dlatego ląduje on na mojej liście na pierwszym miejscu. Zdałem sobie sprawę, że taką analizę często robię bezwiednie, nigdy się tego świadomie nie uczyłem, a skoro tak, to łatwo mogę to przeoczyć w stresie.)
  2. Czy asekurujący wie co ma robić? Czy posiada dostateczne umiejętności, żeby wyłapać najgroźniejszy lot na drodze? Czy jasno powiedziałem mu czego oczekuję? (ja czasami pytam osobę, którą asekuruję: czy jest coś, na co powinienem zwrócić uwagę? jak chce, żebym go asekurował?, itp. Czasami wywołuję tymi pytaniami niezłą konsternację. ;) Ale daję do zrozumienia, że wspinacz powinien zatroszczyć się o siebie również na tym etapie.)
  3. O czym myślę? (wzmacniam myśli pozytywne, potwierdzające moją gotowość i to, że mi się uda. Odwracam myśli negatywne na pozytywne, podając realne argumenty, czyli np. dlaczego jestem w stanie zrobić daną drogę pomimo wątpliwości. Może już podobne robiłem w przeszłości? Może dobrze przygotowałem się do tego konkretnego prowadzenia? A może wiem, że wiele razy miałem takie wątpliwości i bardzo rzadko się one sprawdziły? Jeśli przyłapię się na myśleniu o tym, że chcę to już mieć za sobą, wtedy warto zająć się dłużej tą postawą,  bo to znowu może nakręcić zachowania ucieczkowe, czyli w moim wypadku ryzykowanie)
  4. Na czym się koncentruję? (Nie mylić z pkt. 2. Za koncentracją często idą myśli, ale nie zawsze. Raczej sprawdzam, czy zwracam uwagę na innych ludzi, otoczenie, nieuwiązane psy pod skałą, czy może koncentruję się na oddechu i ciele, wizualizuję przechwyty i wpinki, albo jestem skoncentrowany na tu i teraz, na procesie samoanalizy?)
  5. Jak oddycham? (Jeśli oddycham zbyt płytko i nerwowo, pogłębiam i uspokajam oddech.)
  6. Jak stoję? (Przyjmuję otwartą postawę, nie garbię się. To drugie jeszcze szczególnie trudne a trudność wzrasta proporcjonalnie do ilości godzin spędzonych na treningu…)
  7. Gdzie czuję napięcie? (Szczęka, ramiona, oczy? Rozluźniam te miejsca.)
  8. Jaki jest mój poziom energii? (Przymulony, agresywny, rozbiegany? Na boulderach przydaje się wyższy poziom agresji, przed prowadzeniem drogi raczej średni. Staram się to regulować oddechem. Na baldach można z siebie wydać jakiś huzarski okrzyk!)
     Z czasem zauważymy pewne indywidualne wzorce, konkretne myśli itp., więc listę warto aktualizować o nowe spostrzeżenia. Bardzo możliwe, że na przestrzeni dłuższego czasu jakieś negatywne schematy uda się wyeliminować.
     Na początku taka analiza nie jest łatwa, szczególnie na placu boju. Sugeruję zacząć ją odpowiednio wcześniej, a nie po złapaniu startowych chwytów. Z czasem jednak idzie coraz sprawniej. Najlepiej stworzyć sobie nawyk poprzez wykonywanie takiej analizy połączonej z korektą w różnych momentach dnia, np. siedząc w samochodzie czy autobusie, stojąc w kolejce sklepowej, leżąc w łóżku i próbując zasnąć, a najlepiej właśnie teraz, w tym momencie. Najtrudniej było mi wyrobić odpowiedni nawyk, czyli przejść przez wymagane 2-4 tygodnie (w zależności od teorii nawyków), robiąc analizy co najmniej kilka razy dziennie. Warto wymyślić jakieś przypominajki, np. żółte karteczki ponaklejane tu i tam, przypomnienia w telefonie, kalendarzu na komputerze, itp.

     Załóżmy jednak, że coś poszło nie tak. Odpadliśmy. Co z tym fantem począć? CDN

Gdy rozum śpi… cześć 1
Gdy rozum śpi… cześć 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *