Gdy rozum śpi… część 1

     Miał być dzisiaj wpis o czymś kompletnie innym. Planowałem wrzucić ćwiczenie dotyczące pracy nóg, albo coś o diecie, ale to będzie musiało poczekać, bo… zaliczyłem potężnego lota, przywaliłem w ścianę i trochę poobijałem kostkę. Od uderzenia naszło mnie wiele ciekawych przemyśleń, więc niestety muszę was trochę nimi pomęczyć.
     Wspinaczka to dziwny sport. Nie znam innego, który w aż takiej mierze bazuje na… błędach. Im bliżej granicy naszych możliwości się wspinamy, tym większa satysfakcja z pokonania drogi, ale również tym więcej błędów popełniamy, a więc narażeni jesteśmy na większe frustracje. Mój lot był wynikiem błędu. Błędy mają swoje konsekwencje. Ale pokazują też w jakich aspektach mamy możliwość jeszcze nad sobą popracować.
Francisko G. po nieudanej próbie na drodze Chiński Maharadża VI.5

     Po opuszczeniu mnie na ziemię przez asekuranta (mógł złagodzić lot, chociaż było to bardzo trudne, więc nie mam mu za złe) miałem niezły mętlik w głowie, ale podstawową myślą było… No właśnie. Ważne, żeby tę podstawową myśl po porażce wyłapać, bo ona wiele o nas mówi. O tym jak sobie radzimy z porażkami, ale także o tym, dlaczego się w ogóle wspinamy, a znając te dwie sprawy możemy je wykorzystać dla własnego rozwoju i to nie tylko w kontekście wspinaczki. O czym myślisz, gdy coś na prawdę spieprzysz?

Ale ze mnie debil! Dlaczego ZAWSZE mnie się to przydarza?! Ale się zbłaźniłem! Ciekawe co oni teraz o mnie sobie myślą? Mam ochotę się zakopać pod ziemię? Co za chujowa droga! Co za chujowy asekurant, gdyby mi nie wydawał źle liny, to bym nie odpadł! Wszystko przez te śliskie, nieczyszczone stopnie! Gdybym miał lepsze buty…!

Komentarze mogą być różne, a ich treść oraz nasze zachowanie bezpośrednio po porażce warto zauważyć. Wiele mówią o tym, jak podchodzimy do stresu, mogą być wskazówką co do dalszej pracy nad sobą.

     Wspinaczka to historia błędów przerywana krótkimi chwilami triumfu. We wspinaczce wiele rzeczy stresuje, poza momentem zaraz po wpięciu do łańcucha zjazdowego, czy złapania ostatniej klamy na drodze. Stres nie jest niczym złym, ale nasza reakcja na niego może już być nie do końca budująca.
     Stres jest czymś, czego większość z nas unika za wszelką cenę. Może nie tyle sam stres, co jego źródło. Ten mechanizm pozostał nam z czasów, gdy wspinanie, szczególnie po drzewach, było dla nas czymś całkowicie naturalnym. Wtedy źródło stresu było najczęściej źródłem zagrożenia dla życia, więc jak najszybciej chcieliśmy od niego uciec, czasami nawet ryzykując zdrowie, albo po prostu zamieraliśmy w bezruchu. Geny wiedzą, że na widok tygrysa przechodzącego obok nas lepiej skoczyć do głębokiej wody lub zastygnąć licząc na to, że nas nie zauważy, niż bezmyślnie zachowywać się jak gdyby nigdy nic.  Dzisiaj te strategie niestety rzadko się sprawdzają. Świat nas stresuje, praca nas stresuje, życie nas stresuje, sami się stresujemy i są to stresy przewlekłe. A do tego fundujemy sobie jeszcze stres związany ze wspinaczką i treningiem. Ciągłe stresy powodują, że te wszystkie mechanizmy obronne zaczynają działać i to poza naszą świadomością (muszą działać poza świadomością, bo gdybyśmy zaczęli kalkulować: uciekać przed tym tygrysem, czy nie uciekać, oto jest pyt….). O tym jak działa stres na nasze funkcjonowanie napisano już setki tomów, więc może skupię się na tym, jak działa na nasze wspinanie:
  1. Zamieranie w bezruchu: Komu z was zdarza się krzyczeć „Blok!”, gdy trudności drogi narosną za bardzo? Zamiast iść twardo dalej, wolimy przybloczyć przy pierwszych oznakach zbułowania, a potem plujemy sobie w brodę, że przecież spokojnie dalibyśmy radę.
  2. Ucieczka: Komu nagle włącza się tryb nieśmiertelności albo innej ułańskiej fantazji i zaczyna bezmyślnie ryzykować, np. wychodząc poza wpinkę w trudnościach? Chcemy jak najszybciej uciec od stresującej sytuacji, nie zważając na zagrożenia. Niektórym może się wydawać, że to pewność siebie. Czasami tak może być, ale jeśli pojawia się to na drodze będącej na granicy naszych możliwości, to śmiem twierdzić, iż nie ma to nic wspólnego z pewnością siebie.
     Zwyczajowo uważa się, że każdy człowiek ma tendencję do jednego albo drugiego, ale moim zdaniem obie strategie mogą się pojawić w różnych sytuacjach. Tak jest u mnie. W zależności od konkretnej sytuacji mogę bloczyć, albo szarżować bezmyślnie. To drugie przytrafiło mi się ostatnio. Dlaczego? Powodów jest wiele, np. nowa ściana, spora ilość widzów, zmęczenie, zbyt duże wymagania nałożone na siebie przed treningiem, itp. itd.

 

     Czy można było tego uniknąć? Pewnie tak. Być może wystarczyło konsekwentnie stosować dotychczasową strategię radzenia sobie ze stresem. Po prostu tym razem stres był na tyle duży, że przeoczyłem kilka sygnałów i pozwoliłem sobie wpaść w automatyzm. Ale takie wydarzenie to zawsze jest dobry moment, żeby sprawdzić, czy nasza metoda nie wymaga weryfikacji.

Gdy rozum śpi część 2
Gdy rozum śpi część 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *