Dyktat specjalistów

       Daliśmy sobie wmówić, że sport mogą uprawiać tylko specjaliści. Tak wychowuje się nas od urodzenia: w dyktacie sukcesu. „Jeśli się za coś bierzesz musisz być w tym najlepszy”. „Nie popełniaj błędów, za błędy karzemy złymi ocenami, a więc źle oceniamy ciebie.” „Błąd = ja jestem zły i nic niewarty.” Takie pranie mózgu powoduje tendencje do wycofywania się z aktywności, które kiedyś po prostu dawały nam radochę. Zaczynamy myśleć kategoriami: jeśli nie mogę być najlepszy, wolę tego nie robić w ogóle. Siadamy przed telewizorem i… zostajemy kibicem. Kibicem sportowym (mecze, olimpiady, skoki narciarski, itp.), kibicem życia (filmy, seriale, plotki, itp.), kibicem zmiany (polityka, informacje gospodarcze, itp.). Jednocześnie nasze stłamszone potrzeby gdzieś tam wewnątrz siedzą. Nieświadomie nie zgadzamy się z taką oceną nas samych, więc zażarcie dyskutujemy o tych naszych „zainteresowaniach”. Gdy przegra drużyna przeciwna, cieszymy się, jakbyśmy sami ich pokonali. Nie zauważamy, że nasz gorący (bo podrasowany piwkiem) doping przed telewizorem nikogo nie interesuje, poza wkurzonymi sąsiadami i wystraszonym psem. Na imprezie jesteśmy w stanie pokłócić się z najlepszym kumplem o politykę Polski, którą przecież i tak prowadzi za nas ktoś inny. A wszystko przez to, że nie wierzymy w to, iż można coś robić tylko dla przyjemności.

       Sportu się nie ogląda, sport się uprawia. Sport uprawiany na amatorskim poziomie, daje milion razy więcej, niż oglądanie go w wykonaniu specjalistów (no chyba, ze oglądamy w celu instruktażowym, o czym napiszę w innym poście). Każda dziedzina uprawiana nawet na amatorskim poziomie rozwija nas w o wiele większym stopniu, niż przyglądanie się, jak wykonują ją zawodowcy.
       Kiedyś pomagałem kumplowi remontować dom. Chciał wybudować kominek. Ani ja, ani on nie mieliśmy pojęcia o tym, jak się za to zabrać. Zasugerowałem zlecenie tego specjaliście, co spotkało się z mocną krytyką ze strony mojego znajomego. Powiedział, że on wzywa specjalistów dopiero wtedy, gdy już na 100% nie ma możliwości zrobić czegoś samemu. Kupił kilka numerów Muratora, usiedliśmy i zastanowiliśmy się nad tym co i jak. Powstała koncepcja i już dwa dni później stał przed nami całkiem zgrabny, a co najważniejsze, działający kominek. Ja poznałem podstawowe zasady ich tworzenia oraz miałem niesamowitą radochę.
       Tego samego oczekuję od ludzi proszących mnie o pomoc w dziedzinie wspinania. Nie mówię im, jak mają pokonać drogę. Uczę ich odpowiednich technik i pozwalam znaleźć rozwiązanie samemu. Radość z pokonania problemu, pewność siebie i wiedza, jaką wtedy wynoszą nigdy nie byłyby przez nich osiągalne, gdyby siedzieli przed telewizorem, pili piwo i oglądali specjalistów.
       Nie dajcie sobie wmówić, że czegoś nie możecie, nie potraficie, że już nie wypada, że jesteście za starzy na to, żeby robić to dobrze. „Najlepszym wspinaczem jest ten, kto czerpie z tego najwięcej radości” (Alex Lowe). Nie tylko wspinaczem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *